• Wpisów:23
  • Średnio co: 91 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 20:29
  • Licznik odwiedzin:1 891 / 2206 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wszystko się kiedyś kończy.
Świat miał początek będzie miał KONIEC,
ale co nas to obchodzi...
To jakbyśmy płakali nad pusta butelką wody...
 

 
Kocham uśmiech ukochanej osoby.
Tylko czy to ma sens?
I tak ma na mnie wylane...
 

 
Kotku to co nas łączy jest prawdziwe.
 

 
I ten jego jebnięty uśmiech.
Może bez niego uznałam bym go za przeciętnego debila?
Niestety- dziewczyny zakochują się w takich typkach jak ty! Tak do ciebie mówię!
 

 
Czy tylko ja chcę uciec od świata?
Od tych wszystkich kolorów które zaśmiecają nam psychikę...
 

 
Czasami kiedy szukamy inspiracji może ona przyjść
w najmniej odpowiednim momencie.
Może też być najbardziej niewiarygodna i debilna że aż epicka.
***
Hah- moja denna wyobraźnia mogła tylko to wymysleć. Może się namęczę nad jakimś dialogiem?
Tak żeby się posmiać z teledysku. Nie no, ale nutka fajna:
 

 
Hah- ja to kocham<3 Pedofil jeden:< Ja chcę takie dziecko jak ta dziewczynka
 

 
Czasami życie lubi nas kopnąć w dupę,
ale kurde trzeba wstać, a nie jeszcze dać mu się pośmiać z nas!
 

 
Czasami nie umiem się ugryźć w język.
Wiesz może dlatego że to mi już gardło ściska.Tak, mówię całą PRAWDĘ...
No, może oprócz tego że cię kocham.
 

 
Wróciliśmy z miasta nawet nie wiem, o której, ale ogólnie ciemno było. Kiedy weszłam do domu poczułam pyszny zapach? Okazało się, że tata postanowił zrobić spaghetti, to było naprawdę dziwne, bo on nie cierpi tego dania. Wiem pewnie w „normalnych” rodzinach rodzice dostosowują się do zachcianek dzieci. Nasz tata był świeżo upieczonym, samotnym ojcem, więc miał jeszcze nawyki mieszkania w samotności.
-Tato pracę znalazłeś?- Spytałam z lekką ironią i sarkazmem. Mój ojczulek już od dawna poszukuje pracy i jakoś mu to nie wychodzi. Wszystko przez matkę, nie wystarczało jej na ciuszki, więc „poprosiła” taty szefa o kasę, wiecie, o co chodzi. No, a to się skończyło rozwodem i stratą pracy, choć to tylko jeden z tryliona powodów, przez co mój tata prawie depresji nie dostał.
-Nie. Nie mogę być wesoły?
-Możesz?- Totalnie nie wiedziałam, o co chodzi, ale Jo już krzyczała Felicia, choć bo nie dostaniesz, więc postanowiłam skończyłam snuć domysły niczym Malanowski lub jakaś facetka z „Ukrytej Prawdy” i zjeść, co zostało mi położone n stół.
Mniam, kolacja była pyszna. Teraz siedzę z nosem w książce i jednocześnie opisuję, co tam u mnie by ponownie wrzucić najlepsze wątki do piecyka w salonie by nigdy nie skończyły w pazurkach Bruna lub co gorsza pod okiem taty. Nagle zadzwonił dzwonek i do domu weszła wysoka kobieta.
-Czy ona nie zna tutejszych obyczajów?- No jestem tu już prawie dwa miesiące wiec wiem, że nie kulturalnie jest sobie wejść po prostu do domu. Tu żyją same wampiry jakby to Viv fanka zmierzchu by powiedziała, a jak to wampiry bez zaproszenia przez próg nie przejdą.
Kobieta była ubrana w T-shirt, który nijak nie pasował do jej wieku, ja mogłabym go ubrać, ale kobiecie po ukończeniu na oko 33 lat chyba nie wypada ubrać się niczym 14 latka i wybrać się na koncert Biebera czy Big Time Rush z zachwytem? No, co do jej stroju, miała na sobie jeszcze rozkloszowane, niby niemodne, ale cos w nich było kurczę spodnie, te niby plażowe, niby eleganckie ze starych gazet z modą za czasów żakietów z trójkątnymi poduszeczkami na ramionach i ogromnych kapeluszach. Miała jeszcze na sobie zwykłe japonki. Zdziwił mnie fakt, że nie miała swetra czy cos, jak by była pewna, że zostanie na dłużej.
Usiadła się na kanapie i patrzała na wszystko swoimi kocimi oczami. Zwykle kocie oczy są urocze, ale te były inne, jakieś lwie, ospałe i ciężkie.
Wszedł tata. Spojrzał na kobietę, a potem na swój strój. Dżinsy, szara bluzka- ok, norma jak na faceta.
-Emmo nie wiedziałem, że będziesz tak szybko?
-No cóż nie mogłam długo czekać? Musisz mi pomóc…
-Dowiem się, o co chodzi?- Spytałam nie myśląc, co mówię. Bo sorry, ale przecież to trochę dziwne.
-Fox to jest Emma.
-Zdążyłam zauważyć.
-Więc wprowadziła się tu, a my znaliśmy się jeszcze z liceum i ma dla mnie pracę, jako sekretarza, chyba.
-Wiedziałam, że chodzi o pracę.- Szepnęłam. Szczerze to wątpię czy ja polubię, bo w filmach zawsze się kończy jakąś miłosną historyjką. Nie chcę być częścią romansidła.
***
Na taką wersję tego działu się długo czaiłam aż w końcu udało mi się ją spisać z łba do Worda. Mam nadzieję że Was zaciekawi.
 

 
Twoje życie jest puste,
jak butelka po FRUGO.
Niby je lubisz,
a tak szybko znika.
Czasami myślisz sobie "Nie warto."
***
A tak w ogóle czy tylko ja lubię najbardziej czarne FRUGO<3?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kurde, kurde. Weny brak, a dawno wpisu nie dodawałam... Wiem, wiem jestem tu krótko, ale to nie znaczy że moje wpisy mają być głupie No i ten wpis będzie bo gadam bezsensu. Może macie jakiś pomysł? Jakie wpisy Wam się najbardziej podobają?
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Dzień był słoneczny więc wstałam szybko. Słońce weszło do mojego pokoju przez okno pozornie nudne, nie miałam ani firan ani nic w tym stylu, wystarczył mi widok na brykające konie na podwórku Duo.
Ostatnio jego klacz Penny urodziła ślicznego źrebaczka o kasztanowej grzywce i skocznym ogonku. Uznałam że warto wstać bo Bruno dobijał się do moich drzwi od pięciu sekund. Kotek ten był tak uroczy, a jego miauknięcie było tak piskliwe że musiałam go wpuścić. Od razu zaczął kręcić ogonkiem i patrzeć swoim wielgaśnymi oczkami jak Puszek ze Shreka. Wiedziałam o co mu chodzi. Wzięłam go na ręce i ubrana tylko w podkoszulek, dresy zaniosłam go do kuchni i nalałam świeżego mleka, trochę mi to nie wyszło bo niewyspaną wylałam mu trochę mleka na głowę, ale Bruno jak Bruno mógłby być w mleku kąpany. Na palcach przeszłam obok pokoju Jo, niepotrzebnie bo jak się okazało mała skakała na łóżku ze swoim misiem. Zdjęłam pidżamę i zażyłam odświerzającego prysznica, brakowało mi tego. Słyszałam z dołu jak dobijają się już Viv i Duo dobijają się do drzwi, nie obchodziło mnie to. Pierw prysznic potem śniadanie, a na koniec wypad nad jezioro.
Czy oni nie wiedzą która jest godzina?- pomyślałam i zdałam sobie sprawę że sama nie wiem.
Wybiegłam jak oparzona z pod prysznica, prawie zapomniałam owinąć się w ręcznik szybko poszłam ubrać się i wybiegłam na dół z mokra głową i szczoteczką w gębie. Zjadłam szybko kawałek chleba z nuttellą i razem Sophie i Gabe wyszłam mówiąc cicho tacie-Pa.
-Jesteś tak nieogarnięta.- uznała Sophie.
-To nie moja wina że zapomniałam że jedziemy do miasta z twoim wujkiem.
-Znowu zapomniałaś- powiedzieli chórem.
Westchnęłam, oni wiedzą jak ze mną jest, ale i tak uwielbiają mnie wkurzać. Szliśmy powoli, dom wujka Viv był dość blisko.
-Patrzcie!- powiedziała Viv.
Do domu państwa John ”s wprowadziło się małżeństwo z nawet ładnym chłopakiem, no ok- był tak ładny że Fox nie mogła się opamiętać i głęboko westchnęła. Chłopak najwyraźniej to zauważył bo pomachał jej.
-Fuck- powiedziała Felicia i zaczerwieniła się jak burak w czasie zbiorów.
-Co jest Fox? W te wakacje nie przeżyłaś żadnej wakacyjnej miłości, a minął już miesiąc!- krzyknęła Viv. No tak ona przecież miała takie branie na festynie… Grając w butelkę każdy chłopak chciał się z nią całować i dlatego właśnie ma zapchany telefon kolesiami których nawet imion nie zna jak Słodziak, Ten Brunet<3, Ah te oczka*o*.
-Cicho bo cię usłyszy i uzna mnie za durnotę…
Pojechaliśmy do miasta z wujkiem Viv. Duo pomógł wujkowi zanieść towar na stragan, apotem mieliśmy chwilę dla siebie. Każdy miał jakieś drobne więc kupiliśmy sobie lody i usiedliśmy przed mała kawiarenką.
W głowie miałam tylko tego chłopaka, te jego oczy. Takie brązowe, takie głębokie. Mogłabym o nich myśleć godzinami, ale ocknęłam się na chwilę bo lud kapnął mi na japonka. Spojrzałam na Viv i Duo- wyglądali tak słodko razem, nie wiem co było przeszkodom dla nich.
***
Niewiarygodne jak szybko udało mi się napisać pierwszy rozdział, mam nadzieję że Was nie zanudzę moją mało chamską i tradycyjnie inną lekturą. Proszę dajcie komentarze, nie dla tego bo chcę być żałośnie wścibska tylko chcę wiedzieć czy pisac dalej...
 

 
-Lubię cię, jesteś zabawna...
-Dziękuje
-Wiesz fajnie jest pośmiać się z kogoś odważnego.
-Co to znaczy?
-Wiesz ty nie tracisz nadziei, a to już komedia w tym wieku.
 

 
Czasami chcę uciec tam daleko ponad Was i patrzeć jak dalej nie zdajecie sobie sprawy kim jestem.
Boję się tylko że nikt nie będzie za mną tęsknił. Tylko życzył mi żebym poleciała jeszcze wyżej, najlepiej na księżyc by widzieć mnie tylko w pełni...
 

 
-Jesteś jak naleśnik z czekoladą!
-Dlaczego? Bo tak szybko znikam?!
-To też, ale jesteś słodka i nie mogę się tobą najeść.
 

 
-Czemu to czytasz? Po co?!
-Nie wiem...
-To tylko słowa na białej kartce...
-Czysta kartka to my, a życie to te literki...
-Jak życie może być literą?
-Litera tworzy słowa, zdania, książki, a życie tworzy dni, miesiące, lata.
 

 
Czasami nie wystarczy zacisnąć pieść,
opuścić wzrok
i odetchnąć...
Czasami trzeba mieć patelnię pod ręką
 

 
Ucieknij od rzeczywistości,
zatrać się w swojej inności.
Zostaw wszystko co cię dręczy,
nie potrzebujesz markowych ubrań, iPhone, pieniędzy.
Potrzebny ci tylko uśmiech i zadarty nos.
Ewentualnie nuttella i ciepły koc...
 

 
Czasami warto stanąć,
odetchnąć Świerzym powietrzem.
Kiedy tak stoisz zastanów się:
Czy warto dalej iść?
Czy warto tak się starać?
Czy nie lepiej wrócić do domu, pod koc, razem ze starym misiem i kubkiem ciepłego kakao...